Rynek pracy junior testerów część 4: Pierwsza praca

Jak wygląda pierwsza praca?

Ponad 80% z tych ankietowanych którzy już przeszli jakąś rozmowę kwalifikacyjną udało się znaleźć pierwszą pracę. To zadziwiająco wysoka wartość, spodziewałem się znacznie większego odsetka osób którzy aktywnie poszukują pierwszej pracy.

 

Zdecydowana większość osób decyduje się przyjąć pierwszą ofertę pracy. Nie ma się co temu dziwić, przy takim rynku jaki mamy obecnie nie można wybrzydzać, zwłaszcza że niemal połowie ankietowanych znalezienie pierwszej pracy zajmuje ponad 3 miesiące. W takiej sytuacji nawet jeśli pierwsza praca nie będzie idealna i nie będzie to to stanowisko na którym będziemy chcieli się zatrzymać na dłużej, to zdobycie pierwszego doświadczenia jest dużo bardziej istotne, a znalezienie kolejnej, lepszej pracy prawdopodobnie będzie dużo łatwiejsze mając już komercyjne doświadczenie w CV.

W poprzedniej części większość ankietowanych (90%) zadeklarowało, że interesuje ich pozycja testera manualnego, albo że nie mają sprecyzowanych wymagań. Jedynie 10% ankietowanych szukało pracy jako tester automatyczny. Patrząc na to na jakich stanowiskach udało się znaleźć pracę ankietowanym celowanie w pozycję testera manualnego jest dobrą decyzją – ponad 3/4 osób znalazło pracę na takim stanowisku, a do tego dochodzą takie stanowiska jak QA Engineer czy Analityk testów które często nie wymagają znajomości programowania. Pracę jako tester automatyzujący znalazło zaledwie 7.4% ankietowanych.

Jeśli chodzi o rodzaj testowanych aplikacji, to poprzednio 54 osoby (81% z ankietowanych) zaznaczyło, że jest im obojętne jakie oprogramowanie będą testować. Po powyższych wynikach widać, że największą szansę na znalezienie pracy mamy w testach ogólnie pojętych aplikacji internetowych, a zwłaszcza front-endu tych aplikacji. Na drugim miejscu znalazł się backend aplikacji webowych, który w poprzedniej części były jednak mniej pożądany niż aplikacje desktopowe i mobilne.

Niemal wszyscy ankietowani którzy znaleźli pracę znaleźli ja albo w firmie polskiej albo w polskim oddziale zagranicznej firmy. Pomimo, że praca zdalna stała się bardzo popularna, znalezienie pracy za granicą jest znacznie trudniejsze i nie chodzi tu jedynie o barierę językową, czy ewentualną sceptyczność wobec zagranicznych pracowników bez doświadczenia. Dochodzi tu też kwestia formy umowy, podatków i składek społecznych które zwłaszcza dla początkujących osób mogą być bardzo istotne.

Nie powinno dziwić, że w przypadku większości firm w których ankietowani znaleźli zatrudnienie główną branżą jest po prostu branża IT. Na kolejnych miejscach przeważają firmy z branży finansowej (fintech), handlowej (ecommerce) i edukacyjnej, a więc tych branż w których pracowało wiele z przekwalifikowujących się osób. Większość osób znalazła też zatrudnienia w firmach średnich i dużych. Mniejsze firmy do 50 osób odpowiadają za zaledwie 15% zatrudnień, a firmy powyżej 1000 pracowników za prawie 40% zatrudnień. Co jednak biorąc pod uwagę rozmiar tych firm może oznaczać, że łatwiej o pracę w mniejszej firmie niż w bardzo dużej. W 65% omawianych firm nie zatrudnia się więcej niż 100 pracowników IT, a w ponad połowie z nich pracuje nie więcej niż 10 osób odpowiedzialnych za testowanie i zapewnianie jakości. Firmy, zatrudniające co najmniej kilkudziesięciu testerów i setki osób w działach IT odpowiadają za zaledwie 1/4 zatrudnienia. Ciężko znaleźć tu jakąś mocną zależność, ale wygląda na to, że większość osób pracuje w firmach w których działy IT nie stanowią dominującej częścią biznesu.

Kolejny punkt gdzie widać wpływ pandemii. Połowa ankietowanych obecnie pracuje zdanie, a kolejne 25% pracuje w trybie hybrydowym.

Powyższe pytania dodałem głównie ze względu na często pojawiające się dyskusje na temat tego czy testerowi potrzebne są zdolności miękkie i interpersonalne ze względu na to, że w przeciwieństwie do programistów testerzy pracują blisko klienta. Jak widać odpowiedź na to pytanie to klasyczne „to zależy”. Niemal 2/3 testerów nie ma bezpośredniego kontaktu z klientem, a zaledwie 1/4 ma kontakt z klientem zewnętrznym. Tak więc zdolności interpersonalne potrafią grać rolę w niektórych firmach, ale zakładanie, że są one zdolnościami koniecznymi w tej pracy jest nieprawdą. To pytanie też całkiem dobrze obrazuje, że fakt niedopasowania do jednego stanowiska nie musi oznaczać, że nie będziemy idealnie pasować do innego stanowiska.

Nieco inaczej wygląda sytuacja jeśli chodzi o współpracę z programistami. Ponad 80% ankietowanych albo pracuje bezpośrednio z programistami albo zdarzało im się pracować bezpośrednio z nimi. Zaledwie co piąty ankietowany pracuje w ramach osobnego zespołu testerskiego.

Niemal wszyscy ankietowani w swojej pierwszej pracy pracują lub pracowali w metodykach zwinnych, z bardzo wyraźną przewagą Scruma. Trzeba jednak pamiętać, że ta metodyka bywa bardzo różnie interpretowana. Większość firm z którymi się spotkałem wybiera ze Scruma część elementów i miesza je z elementami metodyk nie zwinnych tworząc lepiej lub gorzej działające hybrydy.

Około połowy ankietowanych w swojej pierwszej pracy realizowało wewnętrzne projekty dla pracodawcy. Najmniejszy odsetek pracowników pracował przy projektach realizowanych dla zewnętrznych firm przez firmy typu software house, co prawdopodobnie wiąże się z naciskiem na szybsze tempo prowadzenia projektów w takich firmach, a co za tym idzie konieczność posiadania bardziej doświadczonej kadry.

Zaledwie 45% ankietowanych wskazało, że umiejętności zdobywane na studiach są im przydatne w pracy (a pytaliśmy jedynie o studia informatyczne i testerskie). W przypadku studiów informatycznych może się to wiązać z raczej niewielką ilością materiału związanego z testowaniem oprogramowania i dużym naciskiem na umiejętności związane z programowaniem które będą przydatne jedynie tym 10% ankietowanych którzy pracują na stanowiskach związanych z automatyzacją testów.

Nieco lepiej wygląda sytuacja w przypadku umiejętności zdobytych na kursach. Tutaj 2/3 ankietowanych uznaje te umiejętności za przydatne. Znów może się to wiązać z kwestią niskiego odsetka osób automatyzujących testy i faktu, że wiele kursów w dużym stopniu skupia się na nauce narzędzi do automatyzacji testów, kosztem bardziej uniwersalnych umiejętności związanych z manualnym testowaniem i zapewnieniem jakości.

Ostatnią i najwyraźniej najbardziej przydatną grupą umiejętności są umiejętności zdobywane samodzielnie, aż 80% osób uznaje je za przydatne. To pokazuje, że zarówno studia jak i kursy nie są idealnie dopasowane do warunków rynkowych, za to wiedzę zdobywaną samodzielnie można do tych warunków rynkowych elastyczniej dopasować.

Powyższe wyniki pokrywają się w przybliżeniu z tymi które widzieliśmy w częściach o nauce i rozmowach kwalifikacyjnych. Jedyną wyraźną różnicą jest wypadnięcie „Poziomów testów” poza grupę najpopularniejszych umiejętności, co najprawdopodobniej związane jest z faktem, że na tym etapie kariery wykonujemy głównie testy End-To-End i wiedza o innych poziomach testów nie jest nam przydatna, przynajmniej do momentu gdy zaczniemy opracowywać strategie testowania i zapewniania jakości dla zespołu i będziemy dzielić odpowiedzialności pomiędzy różne poziomy testów.

Tutaj również widać mocno wpływ tego, że większość ankietowanych pracuje na stanowiskach testera manualnego. Spośród najpopularniejszych narzędzi których uczyli się kandydaci, jedynie JIRA jest powszechnie wykorzystywana. Z Gita, Postmana czy MySQL korzysta w pracy mniej niż 1/3 czy nawet mniej niż 1/4 ankietowanych. Narzędzia takie jak Selenium, JMeter czy Cucumber których naukę deklarowało po kilkadziesiąt osób wykorzystywane są przez mniej niż 10% ankietowanych. Nawet narzędzia do zarządzania testami, które wydawać by się mogło będą przydatne w przypadku testów manualnych są wykorzystywane sporadycznie. Biorąc pod uwagę te wyniki to nauka większości narzędzi nie ma zbyt wielkiego sensu. Wystarczało by skupić się na nauce JIRY, języka SQL i podstaw obsługi Gita, reszty umiejętności powinno dać się nauczyć już w ramach pracy. Z resztą i w przypadku tych trzech wspomnianych narzędzi prawdopodobnie nie musi być to wiedza zbyt głęboka, bo będziemy wykorzystywać jedynie kilka najpopularniejszych ich funkcji.

Zgodnie z powyższymi wynikami certyfikat ISTQB rzadko jest czymś co przeważa o wyborze kandydata, ale wiedza z jego zakresu jest bardzo przydatna przy rekrutacji. Potwierdza to często pojawiającą się opinię, że o ile płacenie za egzamin i certyfikację ISTQB jest zbędnym wydatkiem, to opanowanie materiałów z sylabusa ISTQB jest czymś zdecydowanie wartym uwagi.

Co prawda próba jest mała, bo ponad 2/3 ankietowanych nie znało odpowiedzi na to pytanie, ale w niemal 75% przypadków mniej niż 50 osób przypadało na jedno miejsce, a w  42% na to miejsce przypadało mniej niż 10 kandydatów. Zdarzają się jednak przypadki gdzie kandydatów jest ponad 100 czy nawet ponad 200 na jedno miejsce. Te różnice pewnie wiążą się z ilością wakatów dostępnych w danej firmie. Patrząc na rekrutacje które prowadziłem (nie koniecznie juniorskie), mieliśmy przybliżoną ilość kandydatów zarówno w rekrutacjach gdzie obsadzaliśmy trzy wakaty jak i w tych gdzie do obsadzenia był tylko jeden wakat. Można by wysnuć na podstawie tego teorię, że łatwiej o znalezienie pracy w dużej firmie która powiedzmy poszukuje 5-6 testerów naraz niż w małej gdzie poszukiwana jest tylko jedna osoba.

Zdecydowanie większość osób pracuje na pełny etat. Znalezienie pracy na mniej niż jeden etat jest zresztą trudniejsze, łatwiej o to mając już jakieś doświadczenie komercyjne, przy stanowiskach juniorskich firmy raczej unikają zatrudniania na część etatu, bo koszt rekrutacji jest taki sam, a pracownik zwykle mniej produktywny.

W większości firm nie będziemy musieli wykonywać też nadgodzin – takie nadgodziny pojawiają się jedynie w około 40% firm i w większości zwracane są w postaci dni wolnych. Na dorobienie do pensji nadgodzinami może sobie pozwolić zaledwie 14.5% ankietowanych. 5.5% ankietowanych wykonuje bezzwrotne i bezpłatne nadgodziny co jest niezgodne z Polskim prawem, ale niestety się zdarza. Może się to pojawiać w szczególności kiedy pracujemy w trybie zadaniowym i zadania nam powierzone nie są do wykonania w standardowym czasie pracy. Jak widać nie jest to jednak żaden standard i pracownik który musi zostawać po godzinach by dokończyć swoją pracę powinien zgłaszać taki fakt swoim przełożonym, bardzo często nie jest to bowiem wynik przymusu ze strony pracodawcy, a po prostu złego zarządzania zasobami w projekcie i da się takie sytuacje rozwiązać.

To jest chyba ta część na którą czeka najwięcej osób. Wyniki te wyglądają nieco gorzej niż oczekiwania o które pytaliśmy wcześniej. 30% najmniej wymagających osób liczyło na zarobki w przedziale 2500-3000 zł netto. W rzeczywistości aż 25% najgorzej opłacanych juniorów zarabia poniżej 2500 zł netto. Jeśli popatrzymy na około 50-ty percentyl, to mniej więcej 48% osób liczyło na zarobki powyżej 3500 zł netto, a w rzeczywistości  52% najwyżej opłacanych pracowników zarabia powyżej 3000 zł netto. Powyżej 3500 zarabia około 26% osób. Poprzednio niemal 30% osób liczyło na zarobki powyżej 4000 zł netto, ale na takie zarobki może liczyć zaledwie 18% ankietowanych. Wszystko to wpisuje się dosyć wyraźną regułę – oczekiwania finansowe juniorów są średnio o 500 zł wyższe niż rzeczywiste wynagrodzenie oferowane na rynku. Oczywiście nie oznacza to, że każda osoba która oczekuje zarobków na jakimś poziomie powinna obniżyć swoje wymagania o te 500 zł. Porównując odpowiedzi ankietowanych na oba te pytania można zauważyć, że część osób otrzymała wynagrodzenie wyższe niż oczekiwane, a inni znacznie niższe. Statystyka ta przedstawia się następująco:

W najbardziej skrajnych przypadkach kandydaci musieli obniżyć swoje wymagania finansowe nawet o 2-2.5 tysiąca złotych (kandydaci pierwotnie oczekujący pomiędzy 5000-7000 zł). Na wyższe niż oczekiwane wynagrodzenie mogli głównie liczyć ci którzy mieli najmniejsze wymagania (w większości osoby oczekujące do 3 tysięcy netto).

Spośród ankietowanych zaledwie 16 osób przepracowało już pierwszy rok. W tym czasie większość z nich mogła liczyć na jakąś podwyżkę, przy czym w większości podwyżki te też były nieco niższe niż oczekiwano. Około 80% ankietowanych oczekiwało na co najmniej 10% podwyżki, a w rzeczywistości na taką podwyżkę mogło liczyć tylko 55% ankietowanych. Lepiej wygląda porównanie wyższych progów – na podwyżki powyżej 40% liczyło zaledwie kilka procent ankietowanych, a 12% z nich otrzymało więcej niż 60% podwyżki. Oczywiście mówimy tu o bardzo małej próbie i trzeba brać pod uwagę duży margines błędu. Są to jednak w ogólnym rozrachunku wartości znacznie niższe niż przypuszczałem i śmiem twierdzić, że wiele z tych osób byłoby w stanie wynegocjować znacznie wyższą stawkę w konkurencyjnych firmach.

Pomimo tego, że rzeczywiste wynagrodzenia i podwyżki nieco odbiegają od oczekiwań kandydatów, to większość z nich jest raczej zadowolona ze swoich zarobków. Średnia dla tego pytania wyniosła 6.08 ale większość odpowiedzi mieści się w przedziale 5-9.

To zadowolenie z pracy widoczne jest też w tym pytaniu – zaledwie 10% zdecydowanie myśli nad zmianą pracy, a niemal 60% nie planuje tej pracy zmieniać. Głównym motorem do zmiany pracy są oczywiście pieniądze. Brak perspektyw rozwoju czy monotonia są dużo mniej powszechne, co oczywiście wynika z krótkiego stażu pracy – rok to zwykle zbyt krótko by wykorzystać wszystkie możliwości rozwoju w danej firmie czy zdążyć znudzić się pracą.

Bardzo pozytywnie wygląda statystyka zadowolenia z wyboru zawodu. Nikt z ankietowanych nie zaznaczył by był niezadowolony z tego wyboru, a 2/3 są zdecydowanie zadowolone i to wszystko pomimo zarobków niższych niż pierwotnie oczekiwane. Możliwe, że związane jest to z faktem, że branża IT znana jest z oferowania wielu benefitów pozapłacowych które mogą osłodzić niższe zarobki czy też wpłynąć na równowagę pomiędzy pracą a życiem osobistym.

Pomimo, że nikt nie zadeklarował że jest niezadowolony z wyboru zawodu testera to jednak niektórzy oznaczyli kilka powodów tego niezadowolenia – przeważają tu monotonność i stres. Ta pierwsza jest poniekąd wpisana w ten zawód i trzeba się do niej przyzwyczaić. Stres też bywa elementem tej pracy, według firmy Paychex zajmującej się szeroko pojętym HR, praca w branży IT należy do 10 najbardziej stresogennych, generując niewiele mniej stresu niż praca w handlu, obsłudze klienta czy wojsku.

Biorąc pod uwagę fakt, że ankieta skierowana była do osób pracujących do około roku czasu, te wyniki nie są zaskakujące. Średni czas pracy w jednej firmie w branży IT to około dwa lata, stąd znaczna większość ankietowanych nadal pracuje w swojej pierwszej pracy. Z reguły odchodzenie z pierwszej pracy (i wielu kolejnych również) nie ma sensu tak długo jak rozwijamy się tam, ucząc od bardziej doświadczonych kolegów, a warunki pracy nie odbiegają od warunków oferowanych w innych firmach. Można więc przypuszczać, że w tych 17% przypadków gdzie ankietowani zdecydowali się zmienić pracę powodem tego były nierynkowe warunki oferowanej pracy. Choć by być pewnym i tu przydałoby się zadać pytanie pomocnicze którego niestety zabrakło.

Wynik tego pytania nieco mnie zaskoczył. Spodziewałem się, że wzrost zainteresowania wraz ze zdobytym doświadczeniem będzie wyraźnie widoczny, ponad połowa ankietowanych nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić czy taki wzrost zainteresowania nastąpił. Być może wynika to ze zbyt małego stażu, bądź z braku zainteresowania zmianą pracy. Znane mi są bowiem przypadki osób które po zdobyciu pierwszych kilku miesięcy doświadczenia wyraźnie zauważały zwiększone zainteresowanie rekruterów i wchodziły w ten etap kariery gdzie to nie oni muszą się starać o znalezienie pracy, a pracodawca musi się starać o nich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *